Dobry wieczór riebiata (to po rosyjsku dzieci). Przymierzam się do napisania kolejnego posta w celu wyrobienia miesięcznej normy już od dłuższego czasu. Co coś rano wymyślę to w pracy zapomnę. Dzisiaj stojąc w codziennym, powrotnym i powszednim korku zanuciłem pewną piosenkę z czasu studiów, którą zna pewne grono osób (w tym członkowie ŚAKFu) - grono z naszej zacnej ferajny ze studiów i zapewne wiele tęgich głów ze Śremu...Jak to było: Blablabla płynną masą.... bełkot bełkot... w 2003 r. trafiłem na studia, zapisali mnie do pewnej zacnej grupy A3, a w niej było dwóch kolesi: Pewien Paweł i Pewien Jędrzej - pogrywali oni sobie w Pewnej Kapeli, a w zasadzie stanowili jej 2/3 i trzon. Paweł na śpiewie i basie, Jędrzej na wieśle, a na perkusji grał jakiś koleś. Z perkusistami to jest tak, że albo są debilami, albo odchodzą z zespołu, albo znikają i nie oddają kasy (jak ktoś oglądał Spinal Tap to wie o co chodzi). Zespół ten grał sobie lokalnie w Śremie (bo z tej niedoszłej stolicy Polski pochodził) i w Poznaniu. Parę razy uczęszczałem na ich koncert i miło ten czas wspominam. Muzycznie grali mocnego rocca z dużą domieszką i fascynacją Toolem. Co koncert odgrywali swój mocny materiał: 95% piosenek po angielsku oraz Pewna Piosenka po polsku. Zwała się ona Popkarlin. Pochodzenia tytułu nie znam, ale jak wiadomo: Pop to ksiądz prawosławny, a Karlin to ksywa basisty , i wokalisty (Pawła). Wielu znajomych twierdzi, że Karlin powinien zostać świętym za życia (mega dobry człowiek i świetny realizator nagrań i koncertów). Piosenka ta nijak nie pasowała do reszty utworów, ale wykładniczo wpadała w ucho. Do posłuchania TUTAJ. Zapraszam do wysłuchania... A teraz analiza jej treści:
stoję tu lecz nie bawi mnie nic
omija mnie czas i znowu jestem sam
ja nie chcę się znaleźć gdzieś wśród innych ale
gdy jestem sam
do snu daleko kto da mi sen
chcę powiedzieć
pomóżcie mi
Nie zmienia to faktu, że to kawał klawej piosenki i obowiązkowo umiem ją grać na gitarze. Zapraszam do odsłuch bo warto!
Dyrektywy kulturalne: Jutro czwartek, w pracy obiad czwartkowy, od poniedziałku Wielkie-Uruchomienie-Największej-Fabryki-Kwasu-W_Europie, a nam biednym uruchamiaczom szykuje się praca na 3 zmiany przez tydzień. Ale... od za-tydzień-piątku idę na zasłużony 2 tygodniowy urlop, a w nim: Spontaniczny Paweł jedzie na 10 dni do Francji. Dokładniej do miasta rodzinnego Żana Miszela Żara - Lyonu!! Hell Yeah! Opowiem wam jak jest po francusku Zjesz ze mną kebab z dworca? W piątek szykuje się wizyta w kinie na Jeżu Jerzym - po zachęcającym trailerze i ziomalskim teledysku czas na wizytację filmu. Opowiem kto zabił i czyim ojcem jest Lord Vader...
Dziś w TV Cyganki Eduszy zapowiedź Wielkiej Podróży i wizyty w krainie jadalnej żaby i pleśniowego sera, czyli piosnka grupy Desireless - Voyage Voyage. Jakby się przyjrzał, to ta kobiecina co śpiewa ma wąsy i lekkie rysy męskie, a może to chłop? Jabłko Adama skrzętnie skryte pod golfem? W popieprzonych latach '80 nie wiadomo było kto chłop, a kto baba.... Zapraszam do śpiewania refrenu (bo z pewną koleżanką to sobie to przed podróżą nucimy). Włajaż, włajaż, lalalala, bełkot, bełkot....
W następnym wpisie postaram się udowodnić, że coś takiego jak wegetariański kebab nie ma miejsca bytu w naszym i równoległym świecie.








