poniedziałek, 21 czerwca 2010

Weksel na Jądra

Witajcie drogie dzieci. Specjalnie oraz dla zmyły nie zamieszczę recki z ostatniej z przebytej erekcj. Skupię się dzisiaj na pladze XXI wieku, pladze bardziej srogiej niż Dzieci Neostrady, czy nasza-klasa z fejsbukiem razem wzięte. Postaram się odpowiedzieć dzisiaj na jedno z najbardziej retorycznych pytań naszej cywilizacji (bo na studiach odpowiadałem tylko na retoryczne pytania, chyba, że miałem podkład): Kto ma weksle na Jądra? I nie chodzi tu o mistrza pożyczenia 1,50zł na puszkę Pepsi, miłośnika kotów i przyrody, bohatera powyższego zdjęcia i kompana do wódki Jądra. Chodzi tu o męski narząd, który w pewnym wieku, osiągniętym przez mężczyznę zastępuje mózg w podejmowaniu ważnych decyzji.... by po pewnym czasie zniknąć w otchłani.... (jakiej to otchłani odpowiem na końcu)

Klasycznie i niczym na laborce z fizy opiszę na przykładzie z życia: Pewien zacny kompan z technikum i studiów, współwynalazca dochodowego letniego rytuału zajrzał do mnie na grila. Celem były: konsumpcja smażonej na ogniu padliny i konsumpcja 40% CH3COOH (chyba podałem wzór octu, a chodziło mi o wódkę). No i ten kolega który nigdy nie odmawiał (poza pacieżem) piwa i wódki wparował na imprezę ze (słownie) jednym piwem (obleśnym Lechem) i sączył je do końca wieczora. Podczas gdy reszta nawalała się flaszą. Ale zaraz, chwileczkę... mistrz jednego piwa zaszedł ze swoim misiem... który to miś wypił aż... szklaneczkę domowego wina. Po całym tym zdarzeniu ktoś z tłumu rzucił: Ależ panie X, gdzie pana jądra? No wlaśnie, gdzie się podziały jego genitalia? Czy widział je piasek, a może Natalia? Po kilku latach związku jajka tego pana zmieniły miejsce zamieszkania. Przez to smutne zdarzenie nasz pan X zmiękł, nasiąkł i stał się lekko ciepły. Ze starych obyczajów pozostały mu tylko niezmienne oczy gwałtu (to historia na inny wpis). Z kolesia, który potrafił narzygać do gniazda do ładowarki w swoim telefonie stał się... .chłopakiem swojej dziewczyny, ze wszystkimi plusami i minusami. Ale kiedyś podobno miałem tak samo, bo pan X powiedział mi tak: Edo jak chodziłeś z panią X, to miałem spokój. Chodziło mu zapewne o brak moich wówczas jąder. Ale to prawda: jak sięgam pamięcią, to zachowywałem się jak placek, moja cięta riposta zniknęła razem z narządami, chodziłem z lekka liryczny (nic tylko wsiąść w Deloriana i rozpędzić się z glanami na nogach do prędkości 88mil/h). Podczas mojej pewnej łikendowej wizyty wywnioskowano co następuje: bo jądra zapisywać na wekslu trzeba umić. Należy połączyć przyjemne z pożytecznym i .... no pozostać no z jądrami, nie rezygnować z kumpli i swoich perskich obyczajów (poza wycieraniem jajec w ręcznik do twarzy).

Zaraz po morale odpowiedź na nurtujące pytanie: Gdzie lądują nasze jaja? Oczywiście, że w pięciowymiarowej damskiej torebce. A co z wekslem na moje jaja? Chyba zostanie przysłady do mnie z Torunia....

Dyrektywy kulturalne: Nigdy nie mówcie Holendrom, że ich język brzmi jak kaseta puszczona od końca. Mogą się obrazić. Ale za to chleją na równi z Polakami. A czy Francuz w ciul nie mówiący po angielsku i wyglądający jak Peter Andre zamoczy w tym odcinku? Wiadomo, że tak. Z innej beczki: w następnym wpisiku zamieszczę recenzję Wielkicj Erekcji pod postacią odcinka Los Tres Amigos (z lekkim zestawieniem i klasyfikacją). Polecam również płytę Megadeth pod tytułem Rust in Peace. A zagrana i usłyszana na żywo, w całości daje wiele szczęścia!!

Dziś w TV Cyganki Edusz kontynuacja mojego największego śledztwa dotyczącego zgniłych lat '80 - piosenka Safety Dance zespołu Men Without Hats. O dziwo odbiega obleśnym standardom lat '80 i pozwala poupać nodze pomimo swojej elektroniczności.


W następnym odcinku zamieszczę statystyki w formie tabelarycznej o tym , kto jeszcze z całej obsady Mody na Sukces nie przeleciał Brooke Forrester.

czwartek, 10 czerwca 2010

Skurcz na basenie!

Witam wszystkie grzeczne dzieci, nabożnie uczęszczające na mszę św. i zbierające stempelki od księdza do bieżmowania (to nie ja i nie ja). W dzisiejszym odcinku opowiem Wam o V zasadzie Newtona. Bo jak zapewne pamiętacie, III zasadą Newtona - było wejście rodzica do pokoju podczas gdy w tym samym momencie leci film z aktualną sceną gołych cycków w nim... O czym mówi piąta zasada? Oczywiście, że wiem, no bo: istnieje 78,65% szans, że osoba obgadywana przez nas w tłumie stoi za nami. A co wtedy? Co począć, jak się zachować, jakie techniki ochronne przyjąć, jaka jest pozycja bezpieczna ustalona? Już odpowiadam:

Najklasyczniejszą reakcją jest zrobienie obłędnych oczu, mniej więcej takich samych jakie robi sarna stojąca na środku drogi i widząca nadjeżdżający w nią samochód. Takich samych oczu, jakie robi się gdy rodzice wchodzą do pokoju, a my umilamy sobie czas oglądając, ten no... czasoumilacz na RedTubie... Tak robią tylko umysły słabe i na manipulację podatne (odrzekł by Mistrz Yoda). A co robi umysł silny, zwarty i gotowy? Robi pewne rzeczy....

(dwie niepasteryzacje później) Umysł silny dokonuje oceny sytuacji w jakiej się znalazł i dobiera środki aby ją załagodzić. Teraz przypomnę sobie moją złą, wcześniejszą wersję, która obrabianiem dup zarabiała na życie. Oczywiście po nadejściu obrabianej osoby następowałą niezręczna cisza. Mogła ona trwać od sekundy do ich kilkunastu. Wprawiony umysł sekundę skracałby do kilku nanosekund i wyskakiwał z uwago-odwracaczem. Zazwyczaj używałem zwrotu: i wtedy złapał mnie skurcz w nogę... Jednak po jakimś czasie był to mój znak rozpoznawczy i musiałem wymyślić coś nowego... co nie było takie proste. Ale od czego są znajomi. Raz, onegdaj gdy niezręczna cisza niezręcznie się przeciągała, kolega z pokoju, Mim Marczello zaintonował: ja też nie lubię ...i tu wpisać nazwisko pewnej nieobecnej w grupie osoby.... tym samym uratował mi duspko. Pamiętajcie: im większy nonsens w wypowiadanym po ciszy zdaniu tym większe prawdopodobieństwo, że nasza ofiara się nie skapnie. A laboratoryjne przykłady? Już przedstawiam: pewnego razu gdy czekaliśmy na wyniki z pewnego egzaminu, wypowiedziałem zdanie:  gdzie ten jeb**ny pan! I w chmurce dymu pojawił się pan prowadzący, na co szybko zareagowałem skurczem w nogę na basenie. Siędzę z pewną damą i narzekam na jej chłopaka, po czym on sam się wyłania... oczywiście, że opowiadam o skurczu w nogę na basenie. Cholera skapnął się. I tak wiele wiele razy.

Wniosek, niczym w każdym odcinku perskiego serialu amerykańskiego Siódme Niebo: obrabianie innym dupy jest złe i złe. Pamiętajcie: im krótsza niezręczna cisza i czym bardziej irracjonalne zdanie ją łamiące, tym lepiej dla was.

Dyrektywy kulturalne: Jutro czas na wizytę w kinie. Odgrzany klasyk w postaci drużyny A. Nie powiem, że wobec filmu mam duże oczekiwania: BA musi powiedzieć FOOL!, muszą cos pospawać Mardok musi czymś odlecieć. Się okaże jutro o 20.00 jetz im kino. W środę czas na Metkę, Slejera, Megadet i Antraksa - oczywistość erekcji jest oczywista. A za tydzień wizyta w Toruniu u pewnej pani z Poznania, ha!

A dziś w TV Cyganki Eduszy lekki odgrzewaniec w postaci (onegdaj zamieszczonej) czołówki z Drużyny A zmontowanej z urywków klasycznego Star Treka. A jeżeli chcecie abym sobie poprawił humor, to do mnie zadzwońcie bo mam melodyjkę z Drużyny A ustawioną jako dzwonek w telefonie. Zapraszam.


A w następnym wpisie skonfrontuję: co jest bardziej wieśniackie: fejsbuk czy nasza-szkapa.

niedziela, 6 czerwca 2010

Papierowe gody.

Jak widać na załączonym obrazu mój słitaśny blogasek obchodzi podwójny jubileusz: 2 lecie istnienia i w miarę regilarnego wpisywania (aczkolwiek w maju zakaprysiłem i miałem jeden wpis, no ale na wytłumaczenie podam argument, że szykowałem się mentalnie na koncert AC DC); drugim jubileuszem jest fakt 666 odwiedzin mojego profilu. Oczywiście ostatnie 4 razy dopełniające do okrągłej liczby jedności (liczby 6) doklikałem sobie sam. No ale (wraz z telewizją TVN) szerzę propagandę sukcesu i czasem trzeba pewne rzeczy zafałszować, aby sukces osiągnąć.

Rok temu było TAK. A teraz? Zupełnie podobnie, wręcz niezmiennie z drobną różnicą... Samochód ten sam, dżinsy te same, koszula pod gajer ta sama, a jednak praca już nowa. Poprzednia praca okazała się porażką (wszystko poza znajomymi do piwa), a nowa jest odpowiednio lepsza. Oddanie się komercjalizacji i industrializacji w nowym miejscu pracy trwa od miesiąca i zapowiada się bardzo dobrze. W sferze światopoglądowo-uczuciowej zaostrzyłem o jedną regułę metodę Głuchej Białej Sowy. Regułą tą jest do trzech razy sztuka i sprawdza się doskonale od prawie pół roku. Ale po cóż będę wylewał jakieś gorzkie żale. Wyjaśnię może znaczenie i etymologię moich dwóch koronnych działów tematycznych:

Już zapewne wiadomo co to za dział. Los Tres Amigos - czyli Trzej Amigos. Jest to tytuł super klawej komedii z Chevy Chasem pod tym samym tytułem (zaraz siadam i odświeżam tytuł). Liczba 3 to fajna liczba: 3 miejsca na podium, 3 koła ratunkowe w Milionerach, 3 próby w skoku w dal i podnoszeniu ciężarów - takie 3 de best.Aha, 3 razy 222 daje nam 666! W każdym odcinku cyklu staram się odnaleźć najlepszą trójcę z każdej dziedziny życia i nie tylko. A co z czwartym miejscem? Jest pechowe, bo nie jest ani pierwsze, ani drugie, ani trzecie. Chyba po raz piewszt wpadłem na taki szalony pomysł, podczas oglądania Gwiezdnych Wojen - wymienić trzy najlepsze części (wiadomo, że stara trylogia). Podobnie sprawa się ma w przypadku Indiany Dżonsa.

O czym oni śpiewają? - no bo kaman? Jak słucham nowych piasków, nowych Kaś Cerekwickich, mistrza przenośni - zespołu Feel(c) to mnie skręca, a mózg przegrzewa się z próbami interpretacji tekstu. Dobrze, że nie wziąłem na warsztat Nisko Polo, bo wtedy miałbym pole do popisu. Czyli tak: nowe teksty polskie często zasłyszane w radiu to niesamowity szajs. Ci co kiedyś pisali klawe teksty ostatnio też są nie w formie (może Kult Kazika?). Oczywistym wyborem jest Grabaż, który na moje szwedzkie oko pisze takie bezsensy i bełkoty, że śmiało Fell mógłby grać do jego słów. A sama intepretacja to już są tajniki klasztoru Szaolin - trzeba mieć przezacny humor i wypić około 500ml niepasteryzowanego Kasztelana. Zapraszam, pochwalam.

Dyrektywy kulturalne: za chwileczkę, za momencik wyruszam do Brzydgoszczy na Enea Cup (czyli taki sportowy mytyng lekkoatletyczny) i zobaczę zapewne odświeżoną w kroku Irene Szewińską. W najbliższy piątek grzechem będzie nie pójść na kinową Drużynę A (kto nie pójdzie ten FOOL!). Za 10 dni Wielka Erekcja III - Sonicsphere Fest.. Sa Sa Sa.

Dziś w TV Cyganki Eduszy skoczna piosenka, którą usłyszeć można w reklamie Citroena i w filmiku Piotra Bagińskiego o bieganiu. Kapela The Hives ze skoczną nutą o nazwie: Hate to say I told You So. Zapraszam do tupania nogą.

A w następnym wpisie zdradzę jak być piękną i bogatą...

piątek, 28 maja 2010

28 dni później i jeden dzień po Wielkiej Erekcji

28 dni później... No właśnie. Możnaby wypełnić wymagania podatników i prenumeratorów i zamieścić jakiś szalony wpisik. Bardzo proszę: Tematów do zamieszczania jest kilka bądź kilka plus 2. Oczywiście najważniejszym tematem jest wczorajszy koncert AKA DAKA, na który miałem zaszczyt pójść z Zacną Ferajną. Najsamwpierw (mówiąc z kujawska) należałoby wyjaśnić termin Wielka Erekca. Termin ten powstał kiedy to 2 lata temu pojechaliśmy do Stolycy na koncert Iron Maiden. Bilety mieliśmy 7 miesięcy przed koncertem, więc na odliczanie do koncertu musieliśmy zużyć 7 kalendarzy adwentowych z czekoladkami (ile to rur było...). Tydzień przed koncertem, przy butelce wyśmienitej niepasteryzacji powstało stwierdzenie Na koncert pójdziemy na pełnym wzwodzie. I taka była prawda. Na samym początku koncertu (piosenka Aces High) podarłem pisiorem bokserki. I teraz już wiecie drogie dzieci co oznacza ten termin. Wynaleźliśmy jeszcze urządzenie do mierzenia wielkiej erekcji, zwane Wzwodomierzem. Ale jak wiadomo najlepiej wzwodomierzem posługują się panie...

Wycieczka do Warszawy to przygoda i jak każda przygoda każdej chwili szkoda. NOT! Moją pobudką był ROn czekający w samochodzie pod domem i drący się do słuchawki, że zaspałem. Omijając zalane drogi nadłożyliśmy z 50km, a GPS kierował nas a to do gospodarsta rolnego, a to na polną drogę. W końcu skończył wyłączony w bagażniku. W samej Warszawce ludzie nad wyraz kulturalni: penerki kelner w sfinksie, podający menu na osranym kiju (samo żarcie również na poziomie psiej karmy. Polecam Sfinksa w Toruniu. Polecam jakieś 666 razy bardziej) i wiedźmowata kasjerka w Karefurze. Podczas wizyty w Karefurze otarliśmy się o świat szerokopojętej kultury i sztuuuki spotykając pewnego aktora: Knorra z Klanu.

O 15.00 panowie ochroniarzowie wpuścili nas z łaski swojej na płytę lotniska. Siłą spokoju dotarliśmy do barierek pod sceną (tych z 2 sektora), a w deszczówce przemyciłem batonika. Jak to ktoś ładnie powiedział: za to mogą nas wyrzucić... Postaliśmy jak kołki 4h pod barierką w oczekiwaniu. Kręgosłu wraz z nogami wbił mi się w czaskę. Na jakiś czas przyciąłem komara na siedząco. O 19:30 na przedbiegi zagrała polska kapela serwując nam piosenki Łysky moja żono i Wehikuł czasu. Jednak za dobrze nie znam Bajmu, a może to było Kombi? Potem 30 minut czekania na Aka Daka. W międzyczasie jakiś obcokrajowiec chciał się dobić do barierek. Jednak pokojowy przekaz w postaci zdania: Do you understand: spierdalaj i przytknięta do twarzy pięść (od jakiegoś starszego pana) szybko ostudziły jego zamiary. Zaczęło się Aka Daka i.....

... o tym powiem wam na piwie jak się spotkamy. Powiem tylko tyle, że krok Angusa Younga był znamienity, a Thunderstruck mnie zabiło. Po koncercie czułem się jakby piorun uderzył w czubek mojego penisa. Bokserki podarte były w drobny mak. Gdyby ktoś podszedł z nożem i mnie nim pyknął w klate zupełnie bym się nie pogniewał. Kolejna klasyczna chwila po której można stwierdzić, że widziało się wszystko i można umierać - wszystkie niedokończone sprawy, wszystkie nieodbyte ważne rozmowy i niewyjaśnione rzeczy... mogą się iść z psami ten tego. Było i jest bosko. A gdybym używał buziek (których nie używam), to zrobiłbym tak: :D. No ale, że nie używam to nie zrobię. Pochwalę się jeszcze nowego lepszego Pawła (czyli mnie), który po wizycie w Sfinksie i jego obleśnej paszy, kubusiu i batoniku nie dostał rury, nie gnał do kibla na posiedzenia. Brawo Pawle.

Dyrektywy kulturalne: Było bosko, a za 3 tygodnie będzie równie bosko na Metce, Slejerze, Antraksie i Megadecie, które to zespoły, jak powszechnie wiadomo, skończyły się na Kill'em All. Zapowiada się kolejny wyznacznik Wielkiej Erekcji. Jutro goście, goście w postaci pewnej pani z Poznania, która przyjedzie z Torunia. Chyba to wszystko.

Dziś w TV Cyganki Eduszy piosenka iście weselna, acz skoczna. Zespół się nazywa jakby grał Nisko Polo, a może i gra Nisko Polo. No to Starous - jaki tu spokój. Niestety bez teledysku, tylko jakieś perskie obrazki.

W następnym wpisie udowodnię, że debilne opisy na gadu wpływają negatywnie na kurs funta (nco nie Koza?).

czwartek, 29 kwietnia 2010

Erotisze aus akademisze

Witajcie drogie dzieci. Było już kisze aus akademisze, a co jest tak samo ważne jak kisze? Oczywiście, że erotisze i oczywiście aus akademisze. Miał być wpisik o gadu gadu, ale stwierdziłem, że w tak pięknych okolicznościach przyrody w każdym z was obudził się gen królika wielkanocnego, zwany potocznie Syndromem Królika Wielkanocnego.
W akademiku się gotuje, przypala jedzenie, pije, miesza spiryt z wodą i wmawia gościom, że to Starogardzka, gra w nocy na gitarze, rzyga do szuflad, jeździ na rolkach, żyga do garków, znowu pije, oczywiście ciupcia no i od czasu do czasu (żaaadko) uczy i śpi. Czynność zwana oczywiście ciupcia oznacza odbywanie stosunku płciowego - oczywiście z osobą płci przeciwnej. Bo samemu to można conajwyżej pouprawiać Regułę Prawej Dłoni za pomocą prawej dłoni i strony z przeróżnymi przedrostkami i końcówką ...tube.com.  Opowiem tu wiele tajników i aspektów erotisze i spróbuję wyciągnąć jakieś proste wnioski.
Aby było po katolicku, albo prawie po katolicku (nie wiem bom niebieżmowan) para musi być po ślubie żeby sobie mogła poużywać. A gdy mówimy o prawie po katolicku, to para powinna być przynajmniej zaręczona. A więc:
1. Zaręczyny - Najoczywistszym wyborem na miejsce zaręczyn jest akademik (wiadomix). Pozbywamy się kolegów z pokoju, w miarę cały syf i kiłę chowamy w szafie, a podłogę omiatamy aby nie pobrudzić sobie dżinsów klękając z pierścionkiem. Kolejnym gwarantem, że niewiasta powie TAK! jest miska surówki owocowej z jogurtem no i oczywista obrus na stole (dla cięcia kosztów: obrus gumowy). Opcjonalnie postawmy jakąś świeczkę. Niech Łinamp zaproponuje nam ckliwe piosenki zespołu Sumplastic (sprawdźcie na Jutubie). Okej! Mamy 666% szans na to, że nasz miś na bank nie powie NIE. Klękamy oświadczamy się, ona mówi Mkay i jakby po katolicku jesteśmy już mężem i żoną (taka wersja demo), więc śmiało możemy przejść do...
2. Nocy poślubnej - kolegów wciąż nie ma, miś powiedział tak, więc czas na małe katolisze erotisze. Czyli kawałek gry wstępnej, klasyczna pozycja na misjonarza i możemy pozwolić sobie na głośne ghllll! Nic bardziej prostszego. A co jest gdy np?...
3. Koleżanka wyszła ze śmieciami na 15 minut? - obowiązkowo nasz miś daje nam znać na telefon, że koleżanka wyszła na jakiś czas i jej nie będzie. Krótka piłka! Gra wstępna ogranicza się do przybiegnięcia do pokoju misia. Aby nadać więcej erotyzmu grze wstępnej możemy w połowie drogi do jej pokoju ściągać portki. Wpadamy do pokoju, robimy co swoje i szybko ubieramy portki bo przyszła koleżanka. Ćwiczenie to wyrabia refleks i szybkość w podejmowaniu decyzji. Potrzeba na erotisze wyzwala w mężczyznach potrzebę wynalazkości, np:
4. WORD jako komunikator tekstowy - raz pewnego czasu, do dobrego (jak nie najlepszego) kolegi z pokoju przyszła dziewoja, z którą lubił sobie pofikać. Nigdy jednak nie mieli za bardzo o czym pogadać - kompletnie nie kleiła im się rozmowa. Siedziałem między nimi jak kołek i czułem się jak zapasowe koło w rowerze marki Wigry 3. Plusem mojego siedzenia po środku był, na wyśięgnięciu ręki, laptop. Wyciągam rękę, odpalam Worda i piszę: Będziesz dymał?  Odwracam laptopa w stronę kumpla, on przytakuje z bananem na pysku. Odwracam do siebie i piszę: mam przyjść za godzinę? Odwracam i taka sama reakcja. Więc założyłem turban na głowę i znikłem. Wierzcie mi, niektórzy współlokatorzy nie są tak domyślni i wspaniałomyślni jak ja, ha ha! I tutaj dochodzimy do:
5. Niedomyślnej koleżanki - mój onegdaj miś miał taką w pokoju. W dodatku nie miała za dużo znajomych i za cholerę nie wpadła na to, że chcę z misiem pobyć sam na sam i pooglądać znaczki.... A jak nie zrozumie przenośni? Może będzie chciała pooglądać znaczki z nami, bo sama interesuje się filatelistyką? Masakra i zgroza w jednym. Ja tu cały czas o sobie a przecież:
6. Innym też się powodzi - Swego czasu gdy spałem u misia (a z rana mam bardzo czuły sen) obudził mnię pewien szelest w pewnym miejscu pokoju. Podnoszę główkę a tu na łóżku obok parka robi szur szur, zwieńczone głośnym: GHLLHGHGHH! chłopca. ...Ale otrzymał zjebę od swojej wybranki, że za głośno dochodzi, a ja ze śmiechu prawie zlałem się w gacie i odgryzłem poduszkę. Następnego dnia robili zupełnie to samo, aczkolwiek w innej pozycji. Pamiętajcie dzieci, że:
7. Bzykanie to kalorii spalanie - przed porannym włefem, wykorzystując również iście poranny namiot poużywałem sobie z misiem. Następnież poszedłem na włef, praktycznie polewitowałem 5cm nad ziemią ze szczęścia. Kumpel (zacny wuj Łok) zaproponował sprawdzian z wyciskania. I pierwszy ciężar (jakieś 60kg) zmiótł mnie z powierzchni ziemii. Koleżanka z treningów opowiadałą podobną anegdotę: poużywała sobie z misiem i zgniótł ją pierwszy ciężar na sztandze. Jak mawia stare kujawskie porzekadło: O jedną spaloną kalorię za dużo!. Po każdym większym wysiłku czas na:
8. Higienę osobistą - pokój pełen ludzi, a wam z misiem się zachciało ten tego? Wtem czujecie się bardzo brudni i idziecie niby razem, niby osobno pod prysznic. Pożyczacie od misia damski szlafrok w kwiatki, jakieś misia papetki o 10 numerów za małe i biegiem pod prysznic. Uważajcie aby się nie przewrócić i aby nie zakręciło się wam w głowach. Oraz nie dajcie się...
9. Wytrącić z równowagi hałasami innych - bo zdarzyło się raz, że pewna para wpadła na ten sam pomysł co my i zaczęła imprezkę prysznic obok. Dziewczyna spod prysznica obok wydawała z siebie hałasy niczym z pewnego niemieckiego filmu z dabingiem. Wówczas należy: założyć opaskę nindży i rozpocząć:
10. Ancient Ninja Techniqes of Kolędowanie - właśnie w ten sposób narodził się najlepszy sposób powodujący niechęć na sex u innych. Gdy para obok bzykała się (to straaaaszne) i to na głos (to niewyobrażaaalne) zaintonowałem pewną kolendę (chyba Wśród nocnej ciszy). Po pewnym czasie laska przerwała jęczenie i odrzekła do dostarczyciela bolca: Poczekaj, poczekaj, ja tak nie mogę... Ha! Zadziałało. Skończyli i poszli, a ja mogłem zacząć i wejść, chły chły... Moje pomysły i gry psychologiczne zawsze działają. Po jakimś czasie powstało pojęcie: Prześladującego kolędnika. Mówiło się o nim wówczas, gdy nasz miś nie miał ochoty na te sprawy. Kolega oddał mu nawet hołd swoim opisem na gadu: carol singer, stop horrasing me! Co w wolnym tłumaczeniu oznacza: Kolędniku, przestań mnie prześladować!
Ehhh, to były czasy. Człowiek musiał być czujny jak nindża, ażeby mógł pociupciać. Trzeba było analizować podmuchy wiatru, prędkość spadających liści, kwaśność gleby, aby wyczuć czy miś będzie wieczorem sam w pokoju. Trzeba było śledzić pilnie kurs dolara, analizować prasłowiański kalendarz, a wszystko to po to by dowiedzieć się, czy pod prysznicem dostaniemy od misia coś miłego....
  
Dyrektywy kulturalne: Za 28 dni koncert AKA DAKA (wymawiając z australijska). Na ścianie koło łóżka wydrapuje nieobciętym paznokciem (u nogi) pionowe kreski oznaczające dni oczekiwania. Jutro czas na lekko zapomniany rytuał: KKK, czyli Kino, Kebab, Kasztelan. W kinie grają Człowieka z Żelaza 2. W filmie wykorzystano głównie muzę AKA DAKA (cóż za zbieg okoliczności). A teraz na muzycznie: Gdybym ostatnią płytę Alisów miał nagraną na kasetę, to byłaby ona przeźroczysta. Kawał dobrej muzy. Polecam, zapraszam. Wraz z kompanem Ronem pozyskaliśmy projektor filmowy z roku '59, który zamierzamy uruchomić (pozyskaliśmy również parę filmów dokumentalnych i kronikę filmową). Jesteśmy jakby w połowie (tej większej). Szczegóły i zdjęcia wkrótce...
    
Dziś w TV Cyganki Eduszy piosenka dla mniejszości seksualnych. Super klawy teledysk i mega wpadająca w ucho melodyja. No to: Electric Six - Gay Bar. Słuchając tej piosenki dowiedziałem się, że grając porządną muzę można mieć również niezły ubaw.


W następnym wpisie zamieszczę hasła i nicki wszystkich użytkowników serwisów fotka.pl i lans.pl