Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sportowa sobota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sportowa sobota. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 sierpnia 2010

O długość przednich zębów

Witajcie drodzy użytkownicy polskich dróg. Dzisiejszy odcinek lekko zakurzonego słitaśnego blogaska ma za zadanie nieznacznie go odkurzyć i obiecać poprawę w częstotliwości dodawania wpisów. Aby wytężyć nasze od dawna nieużywane szare komórki (i np. wyszukiwać w dalszej części wpisu byki ortograficzne i interpunkcyjne) zaczniemy od zagadki: Co łączy pana ze zdjęcia, tytuł posta i zeszły tydzień (od wtorku licząc)? Oczywiście, że banalne. Ja już znałem odpowiedź w połowie pisania pytania. No to: W zeszłym tygodniu odbyły się mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce.  Uzasadnienie pytania: Przednie zęby - nie raz nie dwa sprinterzy (dla niewtajemniczonych: biegacze na 100, 200, 400m) nie raz i nie dwa potrafili wygrywać złote medale o długość zębów, grzywki, erekcji (murzyni?). Po drugie: jeżeli chodzi o długość przednich zębów, to królował w nich nieodżałowany Fredi Merkury, który.... (po trzecie) śpiewał piosenkę/hymn Olimpiady w Barcelonie (rok '92), a na tym samym olimpijskim stadionie odbywały się wyżej wymienione mistrzostwa. Wszystko ułożyło się w prostą i logiczną całość, co nie? NOT!
A jak było? Nie wiem, nie byłem tam. Miś będzie we wrześniu, to zapewne przywiezie mi z Barcelony trochę Papieskich miętówek i toruńskich pierników. A na serio: Klasycznie i standardowo dowiedziałem się o mistrzostwach dzień przed rozpoczęciem (od niezapominającego takich rzeczy ojca) i od razu zapomniałem. W czwartek siedzę i myślę... o kur*a rzeczywiście zapomniałem o mistrzostwach. Szybko uderzyłem do internetu i zaraz po sprawdzeniu pudelka przysiadłem do czytania wyników, statystyk, prognos Starego Bacy z Kujaw. Obiecywali wiele, obiecywali dużo medali, obiecywali autostrad i stadionów. Po 3 dniach mieliśmy 3 medale. Niezastąpiona młociara, ktoś jeszcze, kogo nie wymienię z nazwy i Mistyczny chodziarz, który wychodził chyba srebro (jakiś tajny czeladnik Korzeniowskiego, lub też jego nieślubne dziecko). Niespodziewany dzień przed końcem mistrzostw zaskakiwał: 3 medale, a miało być 10... Szaranowicz w swoich złotych ustach nie mógł zebrać śliny i hojnie obdarowywać nas swoim potokiem słów, złotówka staniała, a na to wszystko narastało oczekiwanie na lepiej...
"... lepiej nie mówić" odrzekłem w sobotę po południu do kompana Rona. Zdanie to było gorzkim komentarzem na sytuację medalową. 14 miejsce w klasyfikacji... mogło być gorzej. Ale ja nie o tym. W sobotę obalaliśmy weselną Finkę (miały być wściekłe psy, ale okazały się pedalskie). Po ciszy nocnej (czyli jakoś po 20.00) Ron zaintonował włączenie telewizora. Włączywszy, oniemieliśmy. Szaranowicz zakroplił srebrne wargi i nieomalże zjadł gąbkę z mikrofonu i zrobił malinkę na szyi Marka Jóźwika (drugiego komentatora), niedopuszczając go do głosu. Mamy kolejne 2 medale i to w jednej dyscyplinie (800m). Mówię wówczas: mości panie, każdy medal to kieliszek. A że już Finka się kończyła, to mówiłem to z holenderskim akcentem. I tego wieczora były jeszcze 2 karniaki: Szymek Majewski w kuli i jakiś koleś o tyczce. A jak się skończył dzień? Biegałem z gołym pindolem po plaży i wykąpałem się po raz pierwszy od 10 lat... oczywiście w jeziorze.
I morał pieśni taki: nie stawiają lekkoatletom stadionów, nie ogłaszają wielkich obietnic medalowych, że wyjdą z grupy, strzelą jakieś bramki, że mają iloraz inteligencji równy młotkowi - po prostu sobie jadą i robią niespodzianki, te miłe niespodzianki, podobnie jak siatkarze, siatkarki i panowie szczypiorniści. Kupuję to, kupuję to za dolara!
Dyrektywy kulturalne: Brak. A tak na serio: ostanie 10h pracy i urlop. W poniedziałek wyjazd w góry do Ulubionej Miejscowości Górskiej Każdego Szklarza. Zapowiada się wiele atrakcji: bunkry, zamki, sztolnie, więcej bunkrów, aha i jeszcze miś. Zapomniałbym. Not!
Dziś w TV Cyganki Eduszy skoczna piosenka Alicji w Łańcuchach pod ciekawym tytułem, będącym zarazem pytaniem: Check My Brain. Zauważyć można, że wokalista pociemniał i wziął gitarę do ręki, ale to nic, daje radę. Zapraszam do przytupu nogą.

W następnym wpisie opowiem o nocy poślubnej z gór.

niedziela, 13 września 2009

Krzywa Gaussa


Dzisiejszy wpis mojego szalonego blogaska opisywać będzie moje badania przeprowadzone przez ostatni tydzień (no bo mam urlop i przeokrutnie się nudzę czasem). Tydzień ten owocował w wiele sportowych emocji związanych z 3 różnymi dyscyplinami, no może dwoma, a z trzeciej się śmiałem: kosz (ME, które się jeszcze nie skońćzył), siatka (ME, które się jeszcze nie skończyły), noga (whatever).

Wstęp teoretyczny - od jakiegoś czasu Polsce w sporcie idzie w miarę dobrze. Swego czaaasu mieliśmy tylko Małysza w sportach zimowych. Jednak ostatnio zyskaliśmy wielu nowych Małyszy (bez względu na wiek, status oraz płeć) w wielu dyscyplinach: miotacze w lekkiej, Małycz Formuły 1, siatkarze, siatkarki, piłkarze ręczni, troszke koszykarze. Analizując postępy polskich sportowców przez lata idzie całe te wzloty i upadki podpiąć pod krzywą Gaussa. Czyli długo długo nic, wzrotst formy, po czym jej spadek i znowu dolina. Oby ta krzywa była samopowtarzalna.

Analiza - Koszykarze na ME radzą sobie w szwedzką kratę. 2 pierwsze mecze wygrane, teraz 2 porażki, no ale co 2 wygrane od 17 lat na ME to już i tak dla nich wielki sukces. Siatkarze to marka sama w sobie, zmieniają się trenerzy, zmieniają się zawodnicy, a oni zawsze na przedzie. Siatkarki, jak to kobiety: potrafią wkurwić, potrafią podniecić, ostatnio coś im nieszło (może miały okres), ale również dają radę. Miotacze, czyli Majewski, Ziółkowski, ta kobita od rekordu świata w młocie i dyskobol - to, że mamy medale w MŚ w lekkiej głównie w dyscyplinach rzutowych świadczy dobrze o trenerze i lepiej o zawodnikach. Piłka nożna - porażka, masakra, beznadzieja i na górę tej kupy kandyzowana wisienka. Trener Benhałer nie Dżepetto - drewna nie ożywi (skwitował ktoś genialnie na demotywatorach). Z gówna złota nie zobi. Polska reprezentacja po raz pierwszy przegrała mecz z wynikiem ujemnym. Nie wiem co dalej o nich pisać, bo szkoda mi prądu. Jak widać trochę mamy dyscyplin znajdujących się na górze krzywej. Jedna jako jedyna jest poniżej wartości dodatnich.

Wnioski na przyszłość - Minie czas naszych miotaczy, tak jak minął Małysza, siatkarzy i siatkarek i piłkarzy ręcznych. Po jakimś czasie Polska będzie miała swojego Małysza w innych dyscyplinach (nie zawsze znanych i cholernie efektownych). Amen.

Dyrektywy kulturalne: wczoraj byłem na Płock Cover Festival i widziałem: Huntera (bezpłciowo), Acid Drinkers (aaa... to ci co grają Satisfaction... czadersko) i niemieckiego Blind Guardiana (2h patatajstwa zabija). Dowiedziałem się, że istnieje brzydsza iluminacja mostu na Wiśle (poza Włocławkiem) i prowadziłem 15 letniego Poloneza z drogą hamowania wynoszącą 1000m.

Dziś w TV Cyganki Eduszy klasyka nad klasykę, czyli piosenkę od której zaczęli koncert Acidzi, a więc AC piorun DC - Hells Bells. Zapraszam: (tylko link dzisiaj): tutaj

W następnym wpisie opowiem o tym, że mój wacek jest za duży.

wtorek, 8 września 2009

Co, gdzie kiedy?

W dzisiejszym wpisie, jak już pewnie zdążyliście zauważyć bardzo sportowym, opiszę pierwsze wrażenia po 2 dniach mistrzostw Europy w kosza. Jako, że jeszcze mam erekcję po wygranym meczu Polaków z Litwinami mogę pisać lekko nieskładnie i bez sensu (a kiedy pisałem składnie i z sensem? Być może w smsie, w którym używam jednego słowa...). Lecimy!

Z koszykówką mam bardzo dużo wspólnego: umiem kozłować jedną ręką (a nauczenie się tej chytrej sztuczki zajęło mi dużo czasu), w podstawówce grałem nawet w reprezentacji szkoły w kosza. Pomińmy od razu etap płynnej masy Ziemi, a zatrzymajmy się w momencie ME w kosza. Dzień przed mistrzostwami tata mówi do mnie: Paweł, jutro ME w kosza. A ja zupełnie zainteresowany, z zainteresowaniem zapytałem: A gdzie? A tata z lekkim poirytowaniem na moją ignorancję: W Polsce... Zrobiłem minę roztargnienia (tak jakby puściłem bąka i zgoniłem to na pozę luźnego zwieracza) . A w duchu narastało oburzenie: to miłe, że w Polsce mamy ME w kosza. To miłe, że dowiaduję się o tym dzień przed. O tym, że w Polsce będą ME w nogę wiedziałem 4 lata wcześniej. Była z tego taka feta, że kumpel nieomalże (w barze), jak usłyszał, że mamy ME wybił mi erekcją oko. Polskie drogi są przekopywane, stadiony rozbudowywane, a wszystko po to, żeby skończyć przed mistrzostwami w 2012 / końcem świata w 2012 (niepotrzebne skreślić). Dla mnie to skandal, że z piłki nożnej robią taki sport narodowy, w którym sporcie największymi ostatnio atrakcjami są obleśne złamanie nogi jakiegoś ziomka i wpuszczenie przez jakiegoś bramkarza piłki kopniętej przez innego bramkarza. A wszystko to pod wodzą trenera Benhałera. Bezsens i żal.pl. Polacy na każdych mistrzostwach (mogą być nawet województwa) grają dwa mecze: pierwszy o wszystko, a drugi o honor. Zazwyczaj obydwa przegrywają. (mówię cały czas o piłce nożnej)

Wczoraj na pierwszy mecz Polaków patrzyłem z emocjami, które tak wzrosły, że musiałem w przerwie między połowami skoczyć po niepasteryzowane najlepsze piwo na świecie. Wygraliśmy, nawet bardzo ładnie wygraliśmy. A mecz odbywał się na Hali Ludowej. Dla zagorzałego fana Anwilu to przecież wroga ziemia. (dla przypomnienia, onegdaj czasem tam wygrywaliśmy z Zepterem, a czasem przegrywaliśmy z Zepterem). Gdy przechodziłem parę lat temu koło Hali to nawet oscentacyjnie spluwałem. Dzisiejszy mecz to na zmianę wzwód, a na zmianę obawy. Ale wygraliśmy, znowu z klasą (na szczęście nie naszą-klasą). Brawa dla Dwóch Wierz, czyli Gortata i Lampego, w sumie brawa dla wszystkich. Kolejna złota myśl mi się nasunęła, że na swoim boisku lepiej się gra.

Reasumując: wygraliśmy na ME 2 mecze po raz pierwszy od 17 lat (jak się dzisiaj o tym dowiedziałem to aż zakaszlałem). Bardzo ładnie TVP nam realizuje mecze, super atmosfera. A gdy świat się nie skończy i będziemy mieli ME w nogę, to będę na mecze patrzył 3 okiem, czyli wypiętą dupą do telewizora. Na ile meczy reprezentacji? Na wszystkie dwa: o wszystko i ten o honor.

Dziś w TV Cyganki Eduszy Polski Ojciec Światowego Kantry prosto z Neszwill, czyli Carl Perkins w piosence Matchbox. Przypomnę, że wspomniany Carl pisał szlagiery Elvisowi (np. niebieskie zamszowe buty), w poniższym teledysku występuje perkusista Beatlesów i Eric Clapton. Kolejną ciekawostką jest fakt, że jak piszę ten szalony wpisik, to słucham płyty Carla, pt. Go cat go... Zapraszam:

W następnym wspisie opowiem o serialu Plebania, a mianowicie, który ksiądz jest czyim ojcem.

niedziela, 23 sierpnia 2009

PRL, czyli Polska Reprezentacja Ludowa

"Guten tah, ze stadionu na Wembley z Berlina wita państwa Dariusz Ciszewski." Tymi złotymi zgłoskami chciałbym powitać wszystkich w moim kolejnym zwariowanym wpisie szalonego blogaska. Cytując zespół Bajm albo Kombi, że gdy emocje już opadły (wydaje mi się, że nie jest żaden z powyższych zespołów).. Tak to Lady Pank. NOT!! No ale, zakończyły się właśnie kolejne mistrzostwa świata w LA (wyjaśnienie dla ignorantów: Lekkiej Atletyce), które odbyły się za naszą zachodnią granicą. I jak je odebrałem? Bardzo pozytywnie. Przecież jestem osobą szeroko związaną ze spoooortem (ale nadal sztuuuuuką ładniej brzmi). Onegdaj skakało się w dal i zajmowało przeróżne miejsca na zawodach ogólnokrajowych. Zaczynamy:
O tym, że są MŚ w LA dowiedziałem się 1 dnia mistrzostw, bo przypadkowo z nudów włączyłem telewizor, patrzę, słucham, oczom nie wierzę. Na Eurosporcie (niestety to był brata Eurosport, bo ja swojego nie mam) jakiś stadion, jakiś napis, że to Berlin i napis, że mistrzostwa europy. Klawo jak cholera Egon. A więc czas na sport: browar do ręki i siad na kanapie. Jednak nie o to chodzi jak nasi wypadli (a wypadli zacnie), a chodzi mi o to jak było przed, a było tak: dawno dawno temu ziemia była płynną masą, po czym wszystko zastygło. Przeskoczmy parę milionów lat i przejdźmy do okresu na tydzień przed mistrzostwami. Nie było żadnych wielkich słów, żadnych założeń odnośnie ilości zdobytych medali, specjalnego studia olimpijskiego dla reprezentacji. Nie było prawie nic. Pewnie wsiedli wszyscy w Autosana z roku '79 i pojechali. Po kolei:
Medale - okrągłe (teraz już nie) nagrody wykonane z cennych kruszców - złotego, srebrnego i brązu - odznaczenia dla 3 najlepszych zawodników danej konkurencji. Wstęp teoretyczny już znacie. Jak dobrze pamiętamy i staramy się zapomnieć, na olimpiadzie w sławno-niesławnym studiu olimpijskim obiecywano nam 24 medale, a przywieziono 9. Na olimpiadzie, w której mamy kilkadziesiąt dyscyplin. A na obecnych mistrzostwach? Kilkanaście dyscyplin, a nasi sportowcy zdobyli 8 medali. Ha! Komu teraz jest głupio w PKOLu? Pewnie temu dziadowi co leżał pijany w wiosce olimpijskiej z mordą w trawie... Nie było żadnych obiecanek, (może poza Majewskim) żadnego obciążenia psychicznego i innych pierdół. 2 złota pań i rekord świata w młocie, co oznacza wielki szacunek. Miotacze dali z siebie 110% i nakosili medali. Tyczkarki jak zwykle w formie. Skoczek wzwyż - młody 20 letni koleś i naskakał 2.32 i zdobył brąz - niezły koleś. Reasumując ten bełkot zajęliśmy 5 miejsce w klasyfikacji medalowej, zaraz za cyborgami z Jamajki, Amerykanami, koksami z Rosji i długodystansowcami z Kenii. Jak to zwykłem mawiać gdy było dobrze: Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. I na koniec ciekawostka: kto jest na 6 miejscu w klasyfikacji medalowej? Niemcy. Dokopali nam w '39, to my dokopaliśmy im w '09.
Komentatorzy - Marek Wikipedia Sportu Jóźwik i Włodzimierz Idź na emeryture Szaranowicz. Jak już zdążyliście zauważyć, że skwitowałem ich w pseudonimach. Podczas gdy Mareczek przedstawia nam bardzo miło fakty, tymczasem Włodek dorabia do robienia kupy w kiblu jakieś większe filozofie i głębsze treści. Czasami słychać było jak Mareczek hamuje Włodeczka, a to słownie, a to podszczypując go w delikatnie w udo. Pozostaje jeszcze dwójka asów, działających w terenie (czyli przeprowadzających wywiady z zawodnikami): Przemek Babiarz - ekstra gość, sensowne pytania, miły uśmiechnięty. Zawodnikowi, który zająłby ostatnie miejsce i umierał za tydzień na raka przekazałby tą wiadomość takim tonem, że tamten jeszcze by się cieszył. I ostatni i najgorszy Garniś Parchen Kirchen, tańczący na lodzie Kurzajewski - po prostu go nie lubię, bo się skomercjalizował (tutaj ujawnia się moja buntownicza i alternatywna dusza).
TVP - no puszczali nam te mistrzostwa na przeróżnych kanałach. Najlepiej mieli posiadacze Eurosportu. Ale.... Na stronie TVP mogliśmy oglądać na żywo transmisję z mistrzostw. Zrechabilitowali się za porażkę z olimpiady. W tym samym punkcie przyczepię się do realizatorów: Przykładowo: tabun ludzi ruszył na 10 km. Równolegle odbywają się rzuty oszczepem. Oczywiście realizatorzy pokazują kupę chłopa biegnących 32434 okrążeń, a w migawkach supłają nam ujęciami oszczepników, którzy poprawiają sobie jajka w kroku i dłubią w nosie. Widocznie higiena u sportowców jest bardzo ważna. Niech zrobią z tego dyscyplinę sportową.
Koniec tych, o dziwo, nie gorzkich żali. Za rok M. Europy LA chyba w Paryżu. Może być dobrze. A jak nie będzie, to może być na mnie (przywykłem).

Dziś w TV Cyganki Eduszy na sportowo (bo w Poznaniu na Malcie MŚ w kajakarstwie), a więc: Kult - Piosenka młodych wioślarzy. Zapraszam:


W następnym wpisię udowodnię, że pod wpływem przesunięcia się magnetycznego bieguna ziemii Trójkąt bermudzki znajduje się w miejscowości niedaleko mnie: na Lisku...