poniedziałek, 12 września 2011

Z pamiętnika młodego automatyka

"Szalom" - odrzekł onegdaj pewien Tomek, po czym zasnął pijackim snem w kurtce na łóżku. Alegoria ta miała wytłumaczyć mnie przed sobą samym dlaczego w sierpniu nie zamieściłem żadnego posta. Nie miałem czasu, a poza tym kręciliśmy film. TAK! Do napisania dzisiejszego wpisu skłoniła mnie pewna historia, która wydarzyła się w moim życiu i odcisnęła piętno, albo piętę.
Lecimy z anegdotą: Siedzę sobie w pracy, w pewnej fabryce, podczas pewnego uruchomienia. Podchodzi do mnie pewien pan i zapytuje: Maniek (bo tak na mnie w nowej robocie wołają), ty to się na komputerach znasz, to powiedz mi: chodzi mi głośno CD-ROM. Co zrobić żeby chodził ciszej. Oderwałem się wówczas od bardzo poważnej lektury jaką był Onet albo inny Pudelek i ze śmiertelną powagą i śmiertelniejszą miną odpowiedziałem: Nakryj kocem komputer. Nie będzie słychać. A koleś ze śmiertelną powagą odpowiedział: Serio. No cóż... potem nawiązała się rozmowa, że przecież jestem komputerowiec i powinienem się znać na komputerach bo to mój zawód. Na to odrzuciłem, że nie komputerowiec, a automatyk. O rzeczach które można nakryć kocem w celu ich naprawy/wyciszeniu mógłbym napisać książkę, albo niejeden skecz Monty Pajtona. Motyw koca działa nawet na człowieka, jak za głośne dźwięki wydaje podczas snu.
Za bardzo odjechałem w stronę koca, a zapomniałem o morale (niczym w amerykańskim filmie). Przecież komputer to narzędzie pracy. Od groma ludzi używa go (z lepszym lub gorszym skutkiem) w pracy. Jeżeli jestem u neurologa w szpitalu, a on akurat wklepuje moje dolegliwości do Łodra, to może odpowie mi na pytanie jak przyspieszyć grafikę w grze, albo wyłączyć Pana Spinacza w Łordzie? Jak to nie wie?...! Przecież używa komputera w pracy. Może w biedronce zapytam kobietę, która wklepuje mi kod kreskowy Kelerisa do komputera, o to jak sprawdzić błędy na dysku? Może również każe mi nakryć kocem dysk? I tak się składa, że jest promocja na koce w Biedronce: 9,99 za 10 kocy. NOT! To jest jej narzędzie pracy.
Dawno dawno temu interesowałem się komputerami, ale nie miałem nic innego do roboty bo byłem plackiem. Ale na świecie jest 666 fajniejszych rzeczy od posiadania zdolności rozróżnienia rodzaju procesora po szumie jaki wydaje wiatraczek w zasilaczu.
Wracając do narzędzia pracy: czy ginekolog odpowie mi na nurtujące mnie od wieków pytanie: z jakich stopów zrobiony jest jego wziewnik i czy dlatego jest on taki lekki i ma temperature pokojową? Nie sądzę. Czy szambiarz odpowie mi na pytanie: jakie jest ciśnienie ssące pompy, co powoduje szybkie odsysanie dołku ściekowego? Możliwie, że odpowie. Czy dziwka stojąca pod latarnią odpowie mi jaka jest moc świetlówki w latarni? NIE! Wracając do sedna: Narzędzie pracy w 67% przypadków nie jest źródłem zainteresowań i pasji osoby przy nim pracującej (wg. zgreda szefa z poprzedniej roboty powinno tak być). Proszę was, nie pytajcie osoby siedzącej przy komputerze o głośny CD-ROM, odźwiernego w hotelu o drzwi, stolarza o młotek. Bo w większości przypadków nie pozyskacie jego sympatii lub też zostaniecie odesłani do działu z kocami w Realu. Chyba to proste?

Dyrektywy kulturalne: Produkcja Ninja Syndykatu Śmierci. Wystarczy wpisać na Fejsiku tytuł filmu i cała prawda wyjdzie na jaw (miło by było jakbyście zaznaczyli, że to lubicie)! W kinie nic ciekawego, a w radiu tym bardziej. Liczy się ciężka harówa przy produkcji. Oj wierzcie mi, że jest ciężko!

Dziś w TV Cyganki Eduszy nic innego jak tylko 30 sekundowy klip z powstającego filmu. Polecam, zapraszam!!

W następnym wpisie postaram się udowodnić, że 70% bursztynowej komnaty jest wystawiona na Allegro!

poniedziałek, 4 lipca 2011

VI, VII,VIII = Letarg

Dobry wieczór dzieci. Na wejście rebus: Co oznaczają cyfry z tytułu posta? Podpowiem, że rozwiązanie znajduje się poniżej, a nagrodą główną i pocieszenia jest możliwość zamieszczenia komentarza pod wpisikiem.
Do rzeczy: wakacje to taki czas w życiu, w którym wszyscy mamy czas na wszystko. Bywało tak przynajmniej podczas szkoły i studiów (czuję niebezpieczne powielenie schematu poprzedniego posta). Podczas wakacji robiło się ciekawe rzeczy: kręciło filmy, piło na litry Kasztelana i jeździło autobusem bez biletu, puszczając na chwilę poręcz. Istne życie na krawędzi. Mieliśmy w pytę czasu, lecz nie starczało nam czasu na rzeczy które były realizowane w czasie wolnym, gdy czasu brakowało. Jako, że zdanie po lewej jest wielokrotnie złożone i ma pewnie w sobie 10 błędów stylistycznych, 4 interpunkcyjne i z jakiś mały ort, to powiem wprost: Podczas zimo-jesieni (czas picia wódki) człowiek systematycznie chadzał na siłownię, grał w kosza, chodził biegać i wypacał na plecach podobiznę Jezusa, kleił model, starał się upichcić dwukeks z dwupieca, grał codziennie na wieśle, chciał wykrzesać z siebie odrobinę kreatywności byleby tylko nie pić wódki (ale przecież wódka to wspaniała koncepcja!). Gdy przychodzi lato, dopadnie nas kilka(naście) dni urlopu, to wszelkie plany, które podczas odrobiny czasu wolnego były realizowane, idą w kąt. Najczęściej leżę zaworem do góry i zbieram się do zrobienia czegoś, ale niestety kończy się na utrzymaniu zaworu w górze.
A piękne plany mówiły o minimum 4 postach w miesiącu (i chyba na razie to nie wypala), Miałem napisać o kolorowych i szczęśliwych Litwinach, Holendrach i Francuzach. Ale napiszę, obiecuje, że napiszę. Widzicie, pogoda zaszła przysłowiowym psim członem i od razu usiadłem i napisałem wpisik.
Zapraszam do udziału w konkursie!

Dyrektywy kulturalne: Właśnie wyszedłem z kina z Transformersów 3 jetz im 3D. 3D tyle co kot napłakał, cena biletu uderza w mordę. Film efekciarski na maxa i pusty jak worek mosznowy kastrata. Dzięki temu filmowi przywróciliśmy po roku niebytu rytuał 3xK (Kino, Kebab, Kasztelan.... ups. Perła). W łikend wizyta w stołecznym mieście woj. łódzkiego, oczywiście w doborowym towarzystwie i obowiązkowa wizyta w muz. filmowym.

Dziś w TV Cyganki Eduszy całkiem zacna piosenka ferajny Toma Morello ze Street Sweeper Social Club. Jest to rimejk piosenki ładnej lasi M.I.i i zwie się Paper Planes. Zapraszam do tupania nogą.

W następnym wpisie przedstawia tajemne techniki pozwalające na dłuższe utrzymanie zaworu w górze.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Letnia profilaktyka

Witam i o drogę pytam. Czerwiec już więdnie, a ja żadnego posta nie umieściłem. Być może dlatego, że kompletnie nie było mi po drodze do komputera, a pies zjadł adres mojego blogaska (wymówki jak ze szkoły, nie?). I właśnie o tym będzie ten post.. Może bardziej o temacie płynnego przejścia ze szkoły w lato na przestrzeni dziejów, moich dziejów.
Podstawówka to pewien okres w moim życiu, w którym byłem kompletnie nieciekawy i kijowy. Tylko w 8 klasie na koniec roku zaszalałem i wypiłem piwo - Warkę strong.. szaleństwo co? I to chyba się nie liczy bo Warka Strong to nie piwo. Poza sączeniem pseudo-piwa kojarzy mi się jeszcze jedna śmieszna historia: pojechaliśmy z kumplem na rowerach na zamek krzyżacki, kumpel wskobał się na wierzę i wybekał słowo MYNTON. (bo dobre 13 lat temu była reklama, na której koleś krzyczy Mynton i kruszy lodowiec). Niestety w okolicach zamku nie było lodowca, więc nic nie skruszało. Jestem pewien że od beknięcia rzeka Wisła (bo przepływała niedaleko) na kilka sekund zmieniła swój kierunek. I potem wakacje, wakacje, wakacje.pl
W technikum zamiennik piwa zastąpiło prawdziwe piwo i miejsce konsumpcji się zmieniło - pewne ogródki na pewnej włocławskiej ulicy. W ostatniej klasie technikum pewien kolega (Wujkiem zwany) podsumował tak naukę: Wiecie co sądzę o szkole? Po czym zwinął świadectwo maturalne w słomkę i się napił Kasztelana. Chyba pierwsza osoba na świecie, która zrobiła coś pożytecznego ze świadectwem.
Na studiach nie czuło się lata, czuło się koniec sesji. Ostatni egzamin 1 lipca (co za cep układał tak sesję?), a do 30 czerwca musiałem się wyprowadzić z akademika.. 1 dzień bezdomności i egzamin. Brrr i jeszcze dowlec się z tobołami z Poznania do Włocławka. Zasadniczo 2 lipca to był najfajniejszy dzień roku, bo zaczynał się 3 miesięczny urlop z Kasztelanem, przygodą i Kasztelanem Niepasteryzowanym. Te 3 miesiące to też trochę na wyrost, bo były to 2 miesiące i kilka dni. Pozostałe kilkanaście dni września zajmowała sesja poprawkowa. A miewałem tych sesji... 5, a może 4.
Lata w pracy też się nie czuje. Wróć... czuje się jak w pokoju nie ma klimy, a za oknem jest 30 stopni i człowiek się poci. Poci się kolega, pocą się stopy kolegi. Jak to mawia znajomy Włoch: Ja bardzo lubię się poczycz. A ja nie! Ale tak: wieczory są dłuższe, piwo lepiej wchodzi, a dziewczyny na mieście są tak poubierane, że można samochodem wjechać w latarnię. Jak to zawsze bywa podczas zdarzenia drogowego: Latarnia nadjechała z naprzeciwka i uderzyła w mój stojący samochód poruszający się z prędkością 40km/h.
No i tylko urlop daje nam element szkolnych wakacji. Ale co to za element jak człowiek po kilku dniach siedzenia dostaje na łeb i chce wrócić do pracy. Zatoczyłem myślami błędne koło, więc kończę ten wymuszony, miesięczny wpisik.

Dyrektywy kulturalne: W kinie grają Super 8 i ten film polecam. Dam wam 5zł jak na niego pójdziecie. Sam poszedłem i nie żałuję - najlepszy film na jakim byłem od 2 lat (możliwe, że chodzę do kina na sam szajs). Ostatnio nasze zacne Trio odwiedziło Noc w Kinie (ja bym to nazwał Chlew w kinie) - totalne chamstwo, buractwo i dzieciarnia. Obejrzałem Krzyk 4 a pozostałe 2 filmy przespałem jak dziecko. Jutro jadę na 2 dni na Litwę w celu przywrócenia Królestwa Słońca i pogodzenia Litwinów i Polaków. Opowiem wam jak smakują słynne papieskie pierniki z Litwy.

Dziś w TV Cyganki Eduszy piosenka zespołu Pan Profeska pod posto-tytułowym tytułem Lato. Miłe umcia-umcia, udowadniające, że Polacy nie gęsi i ska umieć grają. Zapraszam.

W następnym wpisie udowodnię, że spadek ilości miesięcznych wpisów na blogasku rekompensuje wzrost ich jakości. (NOT!)

wtorek, 31 maja 2011

Ciekawa anomalia pokarmowa

Dzień dobry wszystkim podatnikom. W tak piękny i upalny dzień aż nie chce się pisać nic na blogasku, ale zobowiązania wobec reklamodawców zobowiązują. Yhym... A tak na serio jest za ciepło żeby siedzieć w domu i pisać wpisiki na blogasku. Należy wyjść na dwór napić się zimnego Kasztelaniego, posiedzieć nad jeziorkiem - i to jest słuszna koncepcja!
Swego czasu opowiadałem wam o Człowieku Rurze, który zaliczał się do osób z anomaliami pokarmowymi (układ trawienny składający się tylko z rury). Dzisiaj opowiem wam o innym, ciekawszym, acz bardziej skomplikowanym przypadku: Człowiek Dupa Na Brodzie. Przedstawiony poniżej przypadek jest czysto teoretyczną wariacją na temat, co by było gdyby wycierając nos podcieralibyśmy tyłki za jednym zamachem. Tak skomplikowana anomalia pokarmowa narodziła się na pewnym wykładzie na Politechnice Poznańskiej, gdy pewnej koleżance zamiast codziennej dawki kusiek i pindoli w notatkach narysowałem Kirka Douglasa (tego aktora, wiecie, nie?) wraz z przekrojem na organy.
Koleżanka zapytała, kto to i co to? Odpowiedź była jak najbardziej prosta: Człowiek Dupa. Spójrzmy a brodę Kirka - no dupa, no. Jednak wraz z tyłkiem na brodzie osoba posiadająca tą anomalię posiada również niezły talent aktorski i poczucie humoru ważące 16 ton. O poczuciu humoru świadczy ten pan:
Ten pan to Chevy Chase, który również ma wydatny tyłek na brodzie. Jest jednym z najlepszych komików hamerykańskich, a kto nie widział Szpiegów Takich jak my co najmniej 20 razy niech szybko i idzie dobejrzeć te 19 powtórzeń. Na koniec zaproszę do obejrzenia skanu obrazka z pewnej gazety medycznej, która swego czasu opisała przypadek Kapitana Dupobrodego (he, dobre):
Jak widzimy na załączonym obrazku: przełyk, żołądek i reszta układu trawiennego są standardowe. Sprawa komplikuje się przy jelicie grubym, które odbija nagle do góry i wraca z powrotem do głowy. Zwieńczenie jelita grubego, kiszką stolcową zwane ląduje w zagłębieniu w brodzie. Jakie to nie higieniczne. Należy oddać twórcy obrazka za wierność detalom organów i doskonałym zachowaniu proporcji...
Wniosek: jeżeli wasze dziecko urodzi się z dupą na brodzie oznaczać to może, że będzie wielkim aktorem (zagra w Spartakusie 2) lub poczuciem humoru zabijać będzie na wstępie. Nie ma się co bać, bo ja też mam lekką dupę na brodzie i staram się ją maskować kilkudniowym zarostem (w postaci niegolenia się przez 2 tygodnie) lub nosząc golfy. Pod golfem schować jeszcze można 2. i 3. podbródek, ale o tym w pewnym następnym wpisie.

Dyrektywy kulturalne: Za 9 dni koncert Iron Maiden (obecność obowiązkowa!!!). Już mi noga tupie na samą myśl i chyba trzeba będzie się nauczyć piosenek z 3 ostatnich płyt bo nie jestem z nimi za pan brat. Koszulka już dotarła. Ma piękny ornament i klimatem nawiązuje do utworów grupy nagrywanych na kasety magnetofonowe. Nic nie oglądam, nic nie słucham. Aha: w czwartek na fabryce którą uruchamiamy zląduje premier Tuskinio. Trzeba będzie wykonać jakiś happening z Panem Premierem.

Dziś w TV Cyganki Eduszy metalopudle. Pewien antyczny teledysk do piosenki, która w oryginale trwała 15 minut (pół strony kasety 60), a w wersji dla TV wycieli co smętniejsze momenty. Wprawione oko wyłapie w teledysku prześwitującą sukienkę pewnej laski, która ze względu na uwarunkowania geograficzne nie jest taka brzydka (bo to niemiecki teledysk). Zapraszam! (właśnie obejrzałem ten teledysk i stwierdzam, że jest więcej lasek z przezroczystymi sukmanami i dekoltami do kolan, a wokalista ma tytułową dupobrodę, cóż za zgranie!)

W następnym wpisie opowiem o tym jak w Holandii robi się w hotelu kolację z rzeczy wyniesionych ze śniadania - taki poznański tryb w Holandii.

czwartek, 19 maja 2011

Silne pole magnetyczne w mózgu vs. pamięć

Dzień dobry. Chciałem wydać z siebie pewne oznaki życia... ale co to za życie. (NOT!) Ostatnio trochę mi się nic nie pisało. Związane to było z kompletnym brakiem czasu, pewną fuszerką na zdrowiu i lekkim wzrostem wskaźnika obiboczenia na godzinę.
Podczas moich słynnych europejskich włajaży przetestowałem swój wbudowany kompas, który, jak wielu moich znajomych twierdzi, jest w zaniku, albo wcale go nie ma. Czymże jest orientacja w terenie? Dla mnie to po prostu postawienie samochodu na parkingu, w mieście, którego nie znam, połażenie sobie po mieście i wrócenie do samochodu bez problemu i szwanku. Możliwe, że nie chodzi tu o jakiś kompas, a o dobrą pamięć: gdzie, w co i jak skręcaliśmy.
A jak to jest z kosmopolitycznym Pawłem? Najlepszym przykładem będzie pewna anegdota, którą opowiadam gdy przez moje ręce przewinie się kilka pełnych butelek piwa. No to: dawno, dawno temu, na pierwszych dwóch latach studiów chodziliśmy do pewnej knajpy na dęsing (ja podobno nie tańczę). I za każdym razem się pytałem kumpli jak się wraca do akademika. Droga była prosta jak świński ogon: wystarczyło iść wzdłuż torów tramwajowych. I tak przez 2 lata sobie chodziłem... raz zamiast do akademika doszedłem do lasu i komina ciepłowniczego. Mógłbym przysiąść, że z lasu słyszałem wyjące wilki i inne rzadkie okazy zwierzyny leśnej. Kiedy indziej jak jechałem do pewnej koleżanki, to policzyłem sobie, żeby wysiąść na 11 przystanku, a po 5 przystanku zapomniałem który to przystanek. Bo wiecie... ja mam pamięć dobrą ale krótką. A to w Toruniu postawiłem samochód i potem myślałem, że mi go ukradli, a tak na serio to pomyliłem ulice. Bo wszystkie te kamienice w Toruniu to tak samo wyglądają... Nie? Jak byłem na wczasach we Francji to w ręku ściskałem wydrukowaną mapę miasta. Ściskałem tak mocno, że tusz został na ręku. Paweł sam w Metrze... brzmi jak kolejna część przygód o Kevinie. Na szkoleniu w Holandii miałem automapę. Krzyś Hołek podpowiadał mi z kieszeni jak iść, i chyba miał zły dzień, bo czasem mu się pomyliło.
.. aż pewnego razu zapomniałem GPSa i wypuściłem się na stare miasto. Wypiłem w knajpie piwo za 5,5 ojro (taniocha) i stwierdziłem, że można by wracać do domu. Ryję w plecaku, a gpsa brak. I teraz odświeżenie pamięci jak szedłem? Pamięci brak... A stare miasto w Holandii to okrągła rzeczka, a w środku pajęczyna ulic. No ale kółko nie ma początku, ani końca to idąc po krawędzi dojść można do jakiegoś charakterystycznego punktu. YES! Doszedłem do kościoła i prosto na dworzec. I nie spędziłem nocy pod gołym niebem, albo schowany pod plandeką na łódce.
No dobra, a teraz morał z amerykańskiego filmu: jak sobie poradzić jak silne pole magnetyczne w prawej półkuli zakłóca kompas w lewej półkuli? Nijak. Na to nie ma ratunku... co najwyżej usunąć prawą półkulę. Ja to sobie zawsze wybieram coś charakterystycznego i wysokiego i jak się kompletnie zgubię to ... to wiecie sami: wracam po torach.
Chyba wystarczająco się zareklamowałem jako przyszły mąż...

Dyrektywy kulturalne: Była Francja i Holandia, a za jakiś czas będzie Litwa. Pamiętajcie, żeby będąc na litwie zjeść łabas drutas kałakutas, czyli tłustego indyka. W kinie nie byłem od 100 lat, a muzycznie polecę wam antyczną płytkę Overkill - Under The Influence (tam jest taki megaszlagier Hello From The Gutter).

Dziś w TV Cyganki Eduszy przeklawy urywek jednego z najlepszych multimedialnych polskich wynalazków: P.I.W.O, czyli Potężny Indeksowany Wyświetlacz Oknowy, a w nim mój (od niedawna) idol: Robert Burneika. Siła!

W następnym wpisie podam przepis na Rakiet Fjul przy wykorzystaniu składników z lodówki i apteczki dziadka.